Był nauczycielem akademickim i pisał  podręczniki. Wpadł w objęcia muzy malarstwa i tak już zostało. Dzięki talentowi i swoim "uniwersytetom", a były to książki i spotkania z artystami i krytykami sztuki, stał się profesjonalistą. Maluje pejzaże, abstrakcje, portrety, zamki, również te na Kresach, żeby pokazać światu wielkość architektury dawnej Polski.
Ze Zbigniewem Szczepankiem - gdyńskim akwarelistą, o którym mowa wyżej, spotykam się... pod niebem, czyli w jego pracowni znajdującej się na ósmym piętrze wieżowca. Staropolskim zwyczajem gospodarz wita już na korytarzu i prowadzi do siebie. Jego pracownia, z wielkimi oknami na panoramę Gdyni i daleko Hel, zalana jest światłem. Słońce wdziera się pod lekko opuszczone rolety i „ożywia” przedmioty w pokoju. Ma się wrażenie, że z wiszących obrazów zaraz spłynie farba i w kolorowym wirze roztańczy się na środku. To specyfika miejsca - genius loci.
Kiedy rozglądam się po wnętrzu, żona pana Zigniewa wnosi ciasteczka i bezszelestnie znika, jakby przeszła muza... (…)

MARZENNA BŁAWAT

Wartościowa książka