„Znajomość historii najnowszej daje oręż, by odpierać argumenty tych, którzy cynicznie oskarżają Polskę i Polaków przed światową opinią publiczną” – mówi uratowany przez Polaków Żyd Jerzy Bander.


Ireneusz Rajchowski miał czternaście lat, kiedy jego mama, Maria, przyprowadziła do mieszkania Żyda – Witolda Górę. Poznała go pracując w fabryce w getcie przy ul. Pawiej 38 w Warszawie. Góra mieszkał z nimi od jesieni 1942 do wiosny 1943 r. Rodzina Rajchowskich wielokrotnie bezinteresownie pomagała żydowskim sąsiadom. Ireneusz starał się ratować dzieci wychodzące z getta, często donosił im jedzenie. 

Tym niemowlęciem byłem ja
Jerzy Bander urodził się w więzieniu gestapo. Według relacji starszej od niego o osiem lat Hanny Kretz, która również przebywała w tym samym areszcie, w pewnym momencie otworzyły się drzwi celi, do której wrzucone zostało nagie niemowlę. – Tym niemowlęciem byłem ja – opowiada pan Jerzy.

Kobiety w celi wytarły Jurka, zawinęły w niebieski płaszczyk i dały trochę wody. – Przeżyłem tylko dlatego, że kiedy Niemcy wyganiali z celi Żydówki, nie zwrócili uwagi na dziecko. (…)

Więcej przeczytasz w najnowszym numerze dwutygodnika Pielgrzym (7/2019)