Od jakiegoś czasu prowadzę szkolenia dla nauczycieli. To grupa zawodowa, która wciąż musi podnosić swoje kwalifikacje, żeby nadążyć za wymogami współczesnej edukacji. Nieustannie szkolą się lekarze, bo medycyna wciąż idzie do przodu. Na ścianach gabinetów kosmetycznych czy u fryzjera wiszą certyfikaty potwierdzające odbycie kolejnych warsztatów – przez co klient ma pewność, że trafił w dobre ręce.



W domu wymieniamy sprzęt na coraz to nowszy, bo ten stary nie spełnia już naszych wymagań, uaktualniamy oprogramowanie w naszych komputerach, tabletach i smartfonach. Świat pędzi do przodu tak szybko, że nie ma chyba takiego obszaru życia, w którym moglibyśmy zatrzymać się i przyjąć za stały stan sprzed wielu miesięcy czy lat.
Tymczasem z rozwijaniem kompetencji duchowych idzie nam zdecydowanie gorzej. Jak podaje ubiegłoroczny raport CBOS Kanon wiary Polaków, „Uważanie się za wierzącego, a nawet regularne uczestnictwo w praktykach religijnych często nie oznacza akceptacji wielu podstawowych prawd wiary katolicyzmu, a ponadto nierzadko wiąże się z uznawaniem przekonań niezgodnych z nauczaniem Kościoła katolickiego”. Wielu z nas nie wierzy w to, że Bóg wysłuchuje modlitw, w istnienie grzechu pierworodnego, w zmartwychwstanie, życie pozagrobowe, nieśmiertelną duszę, sąd ostateczny, niebo, piekło oraz w cuda. Z kolei coraz większa liczba katolików podziela przekonanie o prawdziwości reinkarnacji czy o posiadaniu duszy przez zwierzęta. Ponad 60 proc. katolików w Polsce nie czyta prasy religijnej ani żadnej literatury, dzięki której można by pogłębić swoją wiedzę religijną i wiarę.
Ta sytuacja przypomina mi wymowny obraz zaobserwowany w Bydgoszczy. Na miejskim placu stoi dawna fontanna, której cembrowinę zasypano ziemią. Dawniej tryskała z niej woda, teraz nie kwitną w niej nawet wiosenne kwiaty. Gdzie nie ma rozwoju, tam nie ma życia.

Zofia Pomirska



„Pielgrzym” 2016, nr 10 (690), s. 32