Pismo katolickie Pelplin 4 i 11 stycznia 2015 R. XXVI Nr 1 (655)

Każdy ma szansę uratować komuś życie. Wystarczy poświęcić pięć minut na rejestrację i oddać pięć mililitrów krwi, aby trafić do bazy potencjalnych dawców komórek macierzystych. Tyle potrzeba, by wzbudzić w człowieku nadzieję na pokonanie choroby, jaką jest nowotwór krwi, potocznie zwany białaczką. W Polsce taka diagnoza stawiana jest co półtorej godziny.

Wakacje dobiegały końca. Niebawem Natalia miała rozpocząć naukę w trzeciej klasie licealnej. Przedtem jeszcze tylko długo wyczekiwany wyjazd do Belgii z pelplińskim zespołem pieśni i tańca „Modraki” oraz miejscowym kołem esperantystów, w którym działała. Choć przygotowania do podróży pochłaniały ją bez reszty, w ferworze zajęć zwróciła uwagę na dziwne, nieznanego pochodzenia siniaki na nogach. (…)

 

„Widziałam, jak inne koleżanki męczą się w wodzie, idą pod wodę i ostatkiem sił wynurzają się i znów idą pod wodę. Straszne to były sceny. Po prostu makabra. Sama wyczołgałam się spod wywróconej do góry dnem motorówki i postanowiłam płynąć do brzegu”.

Z inicjatywy księdza Mieczysława Radochońskiego, proboszcza kościoła pw. Nawiedzenia NMP – parafianie podjęli inicjatywę uczczenia pamięci 23 młodych harcerek i 2 osób miejscowych, które tragicznie zginęły 18 lipca 1948 r. w wodach jeziora Gardno.

Już 10 lat minęło od nagłej śmierci gdyńskiego prałata, ks. dr. Hilarego Jastaka. Postać ogromnie barwna, dynamiczna, żywotna, już za życia owiana legendą. Legendę tworzą na ogół inni, ale i sami bohaterowie dostarczają do niej wiele potrzebnego materiału. Zapamiętuje się zatem ich powiedzenia, fortele, czasem konflikty, którymi nie do końca pogardzali.

Przez cały okres powojenny nie było pewnie w Gdyni duszpasterza sławniejszego niż Ksiądz Jastak. Czasem go nawet identyfikowano jakby z samym kościołem Najświętszego Serca Pana Jezusa, że mianowicie coś się odprawiało u Jastaka, albo że u Jastaka to czy tamto podawano do wiadomości.
A ten kościół był zawsze słynny i dobrze znany, nawet kiedy był drewnianą prowizorką zbudowaną m.in. z prasowanych płyt paździerzowych. Tam zawsze był porządek, zawsze były dyżury spowiedników i ciągle pojawiały się jakieś cenne inicjatywy duszpasterskie. (…)

 

„Było bardzo zimno; śnieg padał i zaczynało się już ściemniać; był to ostatni dzień roku… W tym chłodzie i w tej ciemności szła ulicami biedna dziewczynka z gołą głową i boso (…). Stąpała nóżkami, które poczerwieniały i zsiniały z zimna; w starym fartuchu niosła zawiniętą całą masę zapałek, a jedną wiązkę trzymała w ręku; (…) przez cały dzień nie sprzedała ani jednej. (…)

Świat jest zdruzgotany stratami i cierpieniem Haiti. 12 stycznia br. na wyspie zadrżała ziemia, najmocniej od 200 lat, potem było jeszcze 50 trzęsień wtórnych. Stolica Port-au-Prince legła w gruzach, grzebiąc tysiące ludzi, a miliony pozbawiając dachu mad głową. Krajobraz zniszczenia i śmierci przeraził wszystkich. Na apel władz Haiti, rzecznika ONZ i papieża Benedykta XVI wiele państw, w tym i Polska, ruszyło z pomocą humanitarną poszkodowanym.

W bieżącym numerze

Skąd wywodzą się polskie barwy narodowe? Co symbolizują? Czy zawsze były to biel i czerwień? Kiedy i w jakich okolicznościach powstała polska flaga? I jak ją zawieszać, by nie złamać prawa?

Flaga państwowa obok godła Orła Białego w złotej koronie oraz hymnu Mazurka Dąbrowskiego jest jednym z trzech symboli suwerenności Polski oraz historii dziedzictwa kulturowego narodu. Jej rola i znaczenie podkreślone zostały 13 lat temu. Weszła wówczas w życie ustawa powołująca 2 maja nowe święto − Dzień Flagi Rzeczpospolitej Polskiej. Tego dnia wywieszamy ją z dumą na naszych balkonach, a włodarze miejscowości w całej Polsce przyozdabiają nią publiczne gmachy i latarnie. Traktujemy flagę jako coś oczywistego. Ale czy znamy jej historię? Dlaczego to właśnie czerwień i biel stały się naszymi narodowymi barwami?

Pewnie każdy z nas pamięta z dzieciństwa zabawę w głuchy telefon. Informacja przekazywana coraz to innej osobie za sprawą rozmaitych zniekształceń na końcu w niewielkim stopniu przypominała pierwotną treść. Warto jednak zaznaczyć, że deformacja oryginału nie była zamiarem uczestników zabawy, działo się to niejako bezwiednie.

Ksiądz Krzysztof Masiulanis po raz pierwszy wsiadł na motocykl w Nowym Jorku w 1993 roku, gdy pojechał w czasie wakacji zastąpić tamtejszego proboszcza. W weekendy, gdy ulice na Manhattanie stawały się niemal puste, miasto zwiedzał na Harleyu. Wcześniej nie znał nawet skutera, ale połknął bakcyla i od tamtej pory motocykle to jego pasja.

– Byłem sam w przedziale pociągu. Potem wsiadła jakaś dziewczyna – opowiadał pewien niewidomy chłopiec. – Mężczyzna i kobieta, którzy ją odprowadzali, musieli być jej rodzicami. Dawali jej mnóstwo wskazówek. Nie widziałem, jak wyglądała dziewczyna, ale podobała mi się barwa jej głosu.

„Europa powinna powrócić do swoich chrześcijańskich korzeni i budowania wspólnoty opartej o europejską kulturę” – podkreślił Instytut Myśli Schumana w ogłoszonej niedawno „Deklaracji Schumana 2017”.
Ponoć kochany na zewnątrz, a nielubiany wewnątrz. Bo Franciszka najbardziej uwielbiają ci wędrujący po obrzeżach Kościoła.

Felieton Bp. Wiesława Śmigla

O powrocie Europy do chrześcijańskich korzeni

„Europa powinna powrócić do swoich chrześcijańskich korzeni i budowania wspólnoty opartej o europejską kulturę” – podkreślił Instytut Myśli Schumana w ogłoszonej niedawno „Deklaracji Schumana 2017”.
Więcej…

Temat numeru

Słowo Boże i rytmy życia

W życiu istoty ludzkiej istnieją różne rytmy: naturalne, o których człowiek sam nie decyduje, lecz musi je respektować w swoim własnym interesie, poczynając od tego fundamentalnego rytmu między dniem i nocą (który naprawdę jest podstawą wszystkich pozostałych), a następnie rytmy zarazem naturalne i umowne, to znaczy przynajmniej w części ustanowione przez człowieka, aby własnemu życiu w czasie nadać pewnej uporządkowanej cykliczności.

więcej

Wśród nas

Między niebem i piekłem


Ksiądz Krzysztof Masiulanis po raz pierwszy wsiadł na motocykl w Nowym Jorku w 1993 roku, gdy pojechał w czasie wakacji zastąpić tamtejszego proboszcza. W weekendy, gdy ulice na Manhattanie stawały się niemal puste, miasto zwiedzał na Harleyu. Wcześniej nie znał nawet skutera, ale połknął bakcyla i od tamtej pory motocykle to jego pasja.

Więcej…

Temat do rozmowy

Śpieszył się kochać ludzi

Mówił o sobie „onkocelebryta”. „Skoro nowotwór zagnieździł się gdzieś w mojej głowie i nie da się go usunąć, to niech on robi coś dobrego” – powiedział w jednym z wywiadów ks. Jan Kaczkowski, założyciel i dyrektor Hospicjum pw. Ojca Pio w Pucku, kapłan, którego pokochali ludzie. 28 marca minęła pierwsza rocznica jego śmierci. Z Joanną Podsadecką – przyjaciółką księdza Kaczkowskiego i współautorką jego książki – rozmawia Iwona Demska.

Więcej…

 

FELIETON / ks. Franciszek Kamecki


PAPIEŻ FRANCISZEK UKOCHANY

Ponoć kochany na zewnątrz, a nielubiany wewnątrz. Bo Franciszka najbardziej uwielbiają ci wędrujący po obrzeżach Kościoła.

Więcej…