W XVII wieku francuski chirurg Ambroise Paré mówiąc: „Wyleczyć – tylko niekiedy, złagodzić cierpienie – często, pocieszyć – zawsze”, dotknął niezmiernie ważnego zagadnienia relacji lekarz–pacjent. We współczesnej medycynie umiejętność dawania ciężko choremu nadziei, która staje się orężem w pokonywaniu lęku, a nawet rozpaczy, wymaga od lekarzy nie lada maestrii.

Towarzysząc bliskiej osobie w poczekalni w Wojewódzkim Centrum Onkologii w Gdańsku, przyglądałam się i przysłuchiwałam rozmowom pacjentów. Niektórzy siedzieli w bezruchu, ściskając w ręku wyniki ostatnich badań, inni – może chcąc zapomnieć gdzie są – czytali książkę, jeszcze inni wymieniali się swoimi doświadczeniami o sposobie leczenia i opiniami na temat prowadzących ich lekarzy. Nie wszystkie komentarze pod ich adresem były jednak przychylne. Czego najbardziej oczekiwali od swoich lekarzy? Kompetencji, fachowości, kultury osobistej i trochę empatii. A wydawałoby się to takie proste…

Starsi lekarze przyznają, że rozmawiając z pacjentem, korzystają z własnego doświadczenia zdobywanego latami przy łóżkach chorych, choć nikt ich nie uczył, jak prowadzić rozmowy z terminalnie chorymi. Podkreślają, że albo ma się wrodzone pokłady empatii, albo trzeba sobie jakoś radzić. Jednak eksperci podkreślają, że z komunikacją między lekarzem a pacjentem jest tak, jak z grą na instrumencie – zdolności wrodzone nie wystarczą, trzeba się tego nauczyć i ćwiczyć. (…)

 

Wartościowa książka