Odwiedziłem w tym roku kilka ciekawych miejsc i zjadłem kilka ciekawych potraw, w tym ucho. Świńskie ucho na chrupko.

Wakacje w pełni. Temperatura tak podskoczyła, że zaczęliśmy narzekać na upały. W morzu pojawiły się sinice. Od czasu do czasu zagrzmiało i popadało. Można już kupić grzyby. Za granicą szaleją pożary. A tymczasem ja leżę w hamaku niedaleko Wieżycy, zachwycam się czystym powietrzem, lasem, słucham szumu wiatru i trzaskającego ognia, gdy kolega Piotr dokłada drwa do ogniska.

 

Jemy cały czas pod gołym niebem. Nawet przygotowujemy posiłki na dworze. Proste jedzenie. Doprawiamy kawałki kurczaka, tłuczemy wieprzowinę na kotlety, kroimy grube pajdy wiejskiego chleba, nabijamy kiełbaski na ruszt, robimy sałatki z pomidorów i gruntowych ogórków. Mamy mnóstwo ogórków. Skaczemy do basenu. Wylegujemy się na leżakach. Zjeżdżamy w uprzęży na stalowej linie z drzewa. Chodzimy tylko w bermudach. Nasza skóra staje się coraz ciemniejsza. Robimy mnóstwo odprężających rzeczy. Po cichu każdy z nas liczy, że może coś się pokiełbasi na ziemskiej orbicie i to lato nigdy się nie skończy… Gramy również w siatkówkę. A właściwie to graliśmy, bo celny rzut piłką prosto w mój wyprostowany lewy kciuk zakończył naszą przygodę z tą dyscypliną sportu. (…)

 

Wartościowa książka