Siostra Brygida Maniurka, franciszkanka misjonarka Maryi, od 20 lat przebywa na misjach w Syrii. Do Aleppo przyjechała w 2016 roku, w najgorszym, jak mówi, okresie. Rozmawiamy przez Skype, korzystając z chwilowo dostępnego u niej Internetu. Na pytanie, czego najbardziej potrzebują mieszkańcy tego zrujnowanego miasta, gdzie wciąż toczy się wojna, odpowiada słowami aleppijczyków: „Pokoju. Z resztą poradzimy sobie sami”.

– 22 grudnia 2016 roku ogłoszono Aleppo „miastem bezpiecznym”. Czy rzeczywiście jest to już bezpieczne miejsce do życia?

– Przyjechałam tu w 2016 roku latem, w najgorszym – poza okresami regularnego oblężenia miasta – czasie. Wciąż trwała tu wojna. I nadal trwa. Wciąż nieopodal, kilka ulic dalej, spadają pociski. Nikt nie odważy się wyjść na ulicę po zmroku. Wciąż są problemy z prądem – czasem jest przez dwie godziny, a potem znów go nie ma. Tak samo z Internetem. Mamy wodę, ale często niezdatną do picia. Większość ludzi nie ma pracy – to jest ogromny problem – a nawet jak mają, nie są w stanie się utrzymać. (…)

Wartościowa książka