Św. Jan Paweł II w „Tryptyku rzymskim” przypomniał ważną prawdę ludzkiej egzystencji.

Człowiekowi, który nie odczuwa upływu czasu, może się ona wydawać zbyt abstrakcyjna; przeżywającym niedawną rozłąkę czy nieugaszoną tęsknotę za bliską osobą może z kolei sprawiać przykrość. Dla innych prawda ta może być po prostu wyrzutem sumienia w obliczu straconego czasu bądź zachętą, aby coś zmienić i naprawić. Może być też przypomnieniem najgłębszej tęsknoty za poczuciem sensu, zrozumienia i akceptacji ze strony bliskich. Jakie znaczenie przemijanie ma w moim życiu? 

Odwieczne plany Ojca
Umiłowany uczeń Pański rozpoczyna swoją Ewangelię od prostego zdania: „Na początku było Słowo…” (J 1,1). Stwierdzenie to wiąże się z pierwszym wersetem Biblii: „Na początku Bóg stworzył...” (Rdz 1,1). Stworzenie dokonuje się przez wypowiedziane słowo, co dla nas jest zapowiedzią prawdy objawionej w Nowym Testamencie. Św. Paweł pisze, że umiłowany Syn Ojca, Jezus Chrystus, jest „obrazem Boga niewidzialnego – Pierworodnym wobec każdego stworzenia, bo w Nim zostało wszystko stworzone: i to, co w niebiosach, i to, co na ziemi (...). Wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone” (Kol 1,15–16). Autor Listu do Hebrajczyków dopowie, że Bóg ustanowił Chrystusa „dziedzicem wszystkich rzeczy, przez Niego też stworzył wszechświat” (Hbr 1,2). Ten „dziedzic” – podobnie jak syn właściciela winnicy z przypowieści o dzierżawcach – został odrzucony i zabity (zob. Mt 21,38). Mając na myśli wspólnie przeżyte z Jezusem chwile oraz dzień Jego męki i śmierci, św. Jan zapisał, że Słowo „przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli” (J 1,11). Całe życie Wcielonego Syna Bożego wpisało się w odwieczny plan Ojca, który powzięty został „przed założeniem świata” (Ef 1,4). W planie tym człowiek zajmuje wyjątkowe miejsce, gdyż Ojciec „przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa, według postanowienia swej woli, ku chwale majestatu swej łaski, którą obdarzył nas w Umiłowanym” (Ef 1,5–6). Obiecany nam i zesłany na nas Duch Święty czyni nas zdolnymi do odkrycia miłości Ojca i życia duchem „przybrania za synów, w którym możemy wołać: «Abba, Ojcze!»” (Rz 8,15). W mocy Ducha poczynamy się do życia nowego (por. J 3,3.5–6), przez co upodabniamy się do Umiłowanego Syna (zob. Łk 1,35).

Wydarzenie Krzyża jest podsumowaniem i dopełnieniem dzieła Syna posłusznego Ojcu, w Nim bowiem „mamy odkupienie przez Jego krew – odpuszczenie występków, według bogactwa Jego łaski” (Ef 1,7). Wszystko służy zamysłom Bożej woli, choć na różnych poziomach i w odmienny sposób: życie i śmierć, radość i cierpienie, łzy szczęścia i krew męczeństwa, powodzenia i odrzucenie. Łaska Boża, której najwznioślejszym imieniem jest miłosierdzie, jawi się nam jak ocean, w których zanurzone jest całe stworzenie. Takie jest odwieczne pragnienie naszego Boga, który zechciał, aby w Synu Dziewicy-Matki „zamieszkała cała Pełnia i aby przez Niego znów pojednać wszystko z sobą: przez Niego – i to, co na ziemi, i to, co w niebiosach, wprowadziwszy pokój przez krew Jego krzyża” (Kol 1,19–20). Miłosierdzie Boże wiedzie nas zatem ku początkowi mocą krwawej ofiary Tego, który jest „Początkiem, Pierworodnym spośród umarłych” (Kol 1,18).

Powtórne przyjście Tego, który jest Początkiem
Istnieje związek między życiem wiecznym człowieka a zwycięstwem Syna Bożego nad śmiercią i grzechem, którym zostało dotknięte całe stworzenie. W Apokalipsie św. Jan zapisał słowa Jezusa Chrystusa: „Ja pragnącemu dam darmo pić ze źródła wody życia” (Ap 21,6). Zatem nasze życie dopełni się w spotkaniu z Tym, który mówi o sobie: „Jam Alfa i Omega, Pierwszy i Ostatni, Początek i Koniec” (Ap 22,13). Droga ziemskiego życia jest przygotowaniem na spotkanie z Nim w wieczności. Wówczas zobaczymy owoc naszych wyborów i dzieł, który będzie miał kształt czynów miłosierdzia i najdrobniejszego dobra: „Oto przyjdę niebawem, a moja zapłata jest ze mną, by tak każdemu odpłacić, jaka jest jego praca” (Ap 22,12). Z drugiej jednak strony nagroda nieba wiąże się przede wszystkim z naszym uczestnictwem w owocach Męki Pańskiej: „Błogosławieni, którzy płuczą swe szaty, aby władza nad drzewem życia do nich należała i aby bramami wchodzili do Miasta” (Ap 22,14). Już wcześniej Apokalipsa poucza nas, że szaty świętych są opłukane i wybielone „w krwi Baranka” (Ap 7,14). Oznacza to, że nie wystarczy być „dobrym człowiekiem”, aby wejść do Miasta Świętego, ale potrzeba oddania i miłości do Baranka Bożego, który był umarły, a żyje. 

Udział człowieka w owocach Krzyża Chrystusa jest elementem tajemniczego planu Boga Ojca, dzięki któremu będziemy istnieć „ku chwale Jego majestatu – my, którzyśmy już przedtem nadzieję złożyli w Chrystusie” (Ef 1,12). W Nim także zostaliśmy „naznaczeni pieczęcią Ducha Świętego” (w. 13). Według postanowienia Ojca, powziętego już wcześniej w Chrystusie, nastąpi pełnia czasów. Do niej zbliżamy się poprzez nasze ziemskie życie wypełnione modlitwą, pracą, oddaniem Bogu i szukaniem Go, gdy ciemności grzechu spowodują nasze zagubienie. W pełni czasów urzeczywistni się odwieczne pragnienie Ojca, aby „wszystko na nowo zjednoczyć w Chrystusie jako Głowie: to, co w niebiosach, i to, co na ziemi” (Ef 1,10). Ojciec bowiem wszystko poddał Synowi, rzucając pod Jego stopy. „Gdy już wszystko zostanie Mu poddane, wtedy i sam Syn zostanie poddany Temu, który Synowi poddał wszystko, aby Bóg był wszystkim we wszystkich” (1 Kor 15,28).

Gdy odmawiamy modlitwę Pańską, jednoczymy się w pragnieniach z odwiecznymi zamiarami Ojca: „Niech przyjdzie królestwo Twoje; niech Twoja wola spełnia się na ziemi, tak jak i w niebie” (Mt 6,10). Razem z Ma- tką Jezusa, wsparci działaniem Ducha Świętego, dzieci Kościoła wołają: „Przyjdź, Panie Jezu!” (Ap 21,20). Gdy Pan przyjdzie, oczom Jego przyjaciół ukaże się „niebo no- we i ziemię nową, bo pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły, i morza już nie ma” (Ap 21,1). Wówczas wszyscy uwielbią Tego, który uczynił „wszystko nowe” (w. 5) dla swoich umiłowanych stworzeń.

Jak mądrze przemijać?
Bóg Stwórca jest naszym Ojcem, który każdego ranka, dając nam nowy dzień, dzieli się swoją miłością. Dla Niego każdy dzień jest inny, piękny, gdyż prowadzi do spotkania z nami, Jego umiłowanymi dziećmi. A dla nas – czym jest dar nowego dnia? Nie wolno zapominać, dla kogo żyjemy. Przecież „nikt zaś z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie” (Rz 14,7). Skoro istnieję z Miłości, to znaczy, że z Niej muszę czerpać, aby mieć siłę dobrze żyć, aby być sobą i się nie zagubić. Nie jest nam łatwo przekonać się, że przeznaczeniem naszym jest wieczność. Zawsze się gdzieś spieszymy, mamy wiele do załatwienia, gdzieś się spóźniamy, czegoś już nie możemy nadrobić. Boleśnie przeżywany stratę czasu, okazji do spotkania z kimś ukochanym czy ważnym dla nas. Czy to kiedyś się zmieni? Czy nastanie taki czas, kiedy już każdy z nas nie będzie zabiegany? 

Czas, który płynie i przemija nieodwracalnie, jest polem działania odwiecznej miłości Boga i realizacji Jego planów. Tak było z dniem i godziną poczęcia i narodzenia Syna Bożego: „Gdy (...) nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mo- gli otrzymać przybrane synostwo” (Ga 4,4–5). Często powtarzamy, że nie mamy czasu. To prawda. W dosłownym tego słowa znaczeniu tylko wieczny Bóg ma czas. On jest jego Stwórcą. W liturgii Wigilii Paschalnej Kościół do Chrystusa, który jest „wczoraj i dziś, ten sam także na wieki” (Hbr 13,8), odnosi słowa: „do Niego należy czas i wieczność” (Mszał Rzymski). Choć „wszystko ma swój czas, i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem” (Koh 3,1), to nasz Przedwieczny Bóg potrafi czekać. Czeka na nawrócenie człowieka, na powrót do domu córek i synów marnotrawnych. Miłosierny czekaniem się nie nuży, choć marnotrawnym czasu przecież ubywa. „Naucz nas liczyć dni nasze, abyśmy osiągnęli mądrość serca” (Ps 90,12), Ojcze nasz Miłosierny!

Granice przemijania
Na początku była Miłość, przedwieczna i bezkresna. To z Niej żyjemy, w Niej umieramy i ku Niej przemijamy. Tak spełniają się słowa Zbawiciela: „A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie” (J 12,32). Niepokalana Matka Odkupiciela, stojąc pod Krzyżem Syna, usłyszała Jego poprzedzające śmierć wołanie: „Wykonało się!” (J 19, 30). Ona również najwyraźniej ze wszystkich stworzeń, tak widzialnych, jak i niewidzialnych, słyszy słowa dobiegające od „tronu Boga i Baranka” (Ap 22,1), a pośród nich wołanie: „Stało się. Jam Alfa i Omega, Początek i Koniec. Ja pragnącemu dam darmo pić ze źródła wody życia” (Ap 21,6). To życie nigdy nie przeminie, bo jest życiem Miłości Ukrzyżowanej. Ogólnie człowiek współczesny nie ma czasu, aby normalnie żyć. Może nawet chciałby, ale nie wie, jak zacząć. Czy my wiemy? Pewnie, najlepiej zacząć od początku, gdy Miłość była wszystkim. W Jej świetle widać, że śmierć jest nie tylko naszym wyjściem z życia ziemskiego ku wieczności w Bogu, ale także przyjściem Chrystusa, naszego Pana i Odkupiciela, w to wszystko, co było nasze. Może się okazać, że śmierć nie będzie stanowiła aż tak dalekiej wędrówki, jeśli już teraz Chrystus będzie naszym najbliższym domownikiem, Jego Ciało pokarmem codzienności, a nasze szaty pachnieć będę miłą Ojcu wonią Jego krzyżowej ofiary.

Trzeba bardziej liczyć na Boga, na Jego Ojcowską miłość, a mniej na siebie i na realizację swoich planów, na znaczenie własnych przeczuć czy swoje zdolności. Czyż przeżyte przez nas wydarzenia jeszcze nie pouczyły nas w tym względzie? Czy tylko w hymnie „Te Deum” odnajdujemy słowa: „W Tobie, Panie, zaufałem, nie zawstydzę się na wieki”, czy także w naszej osobistej modlitwie jest dla nich miejsce? W obliczu doznawanych trudów i krzywd uwierzmy jeszcze głębiej, że „niewielkie (...) utrapienia naszego obecnego czasu gotują bezmiar chwały przyszłego wieku” (2 Kor 4,17). Czyż wiara nie pozwala nam dostrzegać, że to, „co widzialne, przemija, to zaś, co niewidzialne, trwa wiecznie” (w. 18)? O, Niepokalana, ucz nas, jak mądrze przemijać, ku życiu wiecznemu!

Ks. Sławomir Kunka/Pielgrzym nr 22/2017


Wartościowa książka