Człowiek ze swej natury zawsze będzie do czegoś dążyć, zawsze będzie do czegoś zmierzać. Na tym polega jego ziemski rozwój.

Każdy katolik dobrze wie, że należy „w niedzielę i święta nakazane we mszy św. uczestniczyć”. To pierwsze przykazanie kościelne. Niedziela posiada więc wyjątkowe miejsce w życiu chrześcijańskim, ale przede wszystkim jest rdzeniem i „kręgosłupem” całego roku liturgicznego. Z tego tytułu nie powinna być przysłonięta innymi obchodami.

Teologicznego tytułu Pan zazwyczaj używamy, mówiąc Pan Bóg lub Pan Jezus. Rzadziej myślimy o Duchu Świętym jako Panu. Ale tytuł ten przynależy również Jemu. Potwierdza on wiarę w jedyność natury Trzech Osób Bożych.

W świetle prawideł kardiologicznych życie bez serca jest niemożliwe. Serce jednak to nie tylko mięsień powodujący przepływ krwi w naszym organizmie, ale przede wszystkim symbol naszej duchowej głębi, siedlisko myśli, pragnień i miejsce spotkania z Miłością.

Inicjacja chrześcijańska dokonuje się przez trzy sakramenty, z których pierwszym jest chrzest. Katechizm Kościoła Katolickiego nazywa go fundamentem całego życia chrześcijańskiego i bramą otwierającą dostęp do innych sakramentów (nr 1213).

Sięgając do Księgi Psalmów, na samym początku znajdujemy zapewnienie, że „Pan zna drogę sprawiedliwych, a droga występnych zaginie” (Ps 1, 6). Zastanawiamy się jednak, czy z miejsca, gdzie jesteśmy, możemy zwrócić swe oblicze do Boga i po prostu się z Nim spotkać?

To już trzecie nasze spotkanie z tematem dotyczącym duchowej walki na modlitwie. Skoro Katechizm poświęca temu tyle uwagi, to znaczy, że to bardzo ważny temat i dlatego my też musimy się zatrzymać w takim rozważaniu. Kiedy modlimy się – zwłaszcza prosząc o coś – nasza dziecięca, synowska ufność wystawiana jest na próbę (por. KKK 2734). Nie zawsze bowiem zostajemy wysłuchani tak, jak się tego spodziewamy.

Bóg objawia się poprzez dzieło stworzenia, które przypisujemy Ojcu, a także dzieło odkupienia, przypisywane Synowi oraz dzieło uświęcenia, łączone z Duchem Świętym. Mimo takiego przyporządkowania należy pamiętać, że poszczególne Osoby Boskie zawsze działają razem. A choć Duch Święty został objawiony jako ostatni, to od zawsze był i działał razem z Ojcem i Synem.

Podstawowym czynnikiem formowania sumienia – o czym pisałem ostatnio – jest proces wychowania. Roztropne wychowanie bowiem „kształtuje cnoty; chroni lub uwalnia od strachu, egoizmu i pychy, fałszywego poczucia winy i dążeń do upodobania w sobie, zrodzonego z ludzkich słabości i błędów” (KKK 1784).

Słowa, takie jak król i królestwo, zdają się pochodzić ze świata odmiennego od naszego. I jeśli nawet nie jest to świat bajkowy, to co najwyżej sięgający zamierzchłych czasów. A nawet jeśli gdzieś w świecie funkcjonują jeszcze jakieś rody królewskie, to aktualnie zazwyczaj spełniają rolę tylko symboliczną. Wobec tych faktów pojawia się pytanie, czy Jezusowe nauczanie o Królestwie Bożym przemawia jeszcze do ludzi XXI wieku?

Zanim przejdziemy do dalszej analizy tego, czym jest grzech, myślę, że warto uprzedzająco powiedzieć o miłosierdziu Boga. Taka postawa pozwoli na przybranie właściwej perspektywy, albowiem miłosierdzie większe jest niż grzech.

Święty Jan jest ewangelizatorem, zanim pojawił się pierwszy głosiciel Ewangelii, Jezus Chrystus. Jan stał się zwiastunem i głosicielem pustyni, która zazieleniła się nowym życiem i stanęła odważnie wobec wszystkiego, co jest warte tylko wycięcia, bo nie przynosiło oczekiwanego owocu. Jan jest zatem zwiastunem nowego czasu i nowego porządku, który Chrystus nie tylko akceptuje, ale powiada, że jest to dzieło człowieka, który jako największy z ludzi urodzonych z niewiasty pojawił się na ziemi.

Chociaż liturgia chrześcijańska nie ogranicza się jedynie do sprawowania sakramentów, to jednak zajmują one w niej bardzo ważne miejsce. Dają już na ziemi możliwość udziału w życiu Bożym i udzielają łaski, która do zbawienia jest koniecznie potrzebna.

Prawdziwa modlitwa wymaga pokory, ta zaś odkrywa nam prawdę o Bogu, który jest święty, i o mnie – Jego dziecku, które jest grzeszne. Rozpatrując temat modlitwy, trzeba nam się przypatrzeć trudnościom, jakie napotyka grzeszne dziecię Boże, kiedy zaczyna się modlić.

Czytamy w Piśmie Świętym, że Duch przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami. Ten zaś, który przenika serca, zna zamiar Ducha, wie, że przyczynia się za świętymi zgodnie z wolą Bożą (Rz 8,26–27).

W liturgii Kościoła nie dzieje się nic, co byłoby poza rokiem liturgicznym. Każdy z nas, zanim świadomie zaczął uczestniczyć w życiu Kościoła, już nim „oddychał”. Działo się to wtedy, gdy rodzice pokazywali nam żłóbek i tłumaczyli, co się tam wydarzyło, kto był tego świadkiem i dlaczego świętujemy Narodzenie Pańskie. Podobnie jeśli chodzi o obrzędy i symbole wielkanocne. I tak każdego roku. A więc czym jest rok liturgiczny?

W historii zbawienia dostrzegamy więc nieustanne posyłanie przez Boga, który pragnie znaleźć drogę do ludzkich serc. Najwyższym momentem tego zbawczego posyłania jest Wcielenie Jezusa Chrystusa. Jezus jest najważniejszym Bożym posłańcem! Można by powiedzieć, że to Boże posyłanie jest skierowanym do człowieka Bożym zaproszeniem do wzajemnej miłości. Wspólnota Kościoła istnieje więc dzięki nieustannemu posyłaniu przez Boga swego zaproszenia do miłości.

Sumienie nie jest dane człowiekowi jako gotowe, każdy ma obowiązek stale je kształtować. Indywidualne sumienie – choć jest bezpośrednią normą osobistej moralności – „nie jest wolne od niebezpieczeństwa błędu” (Veritatis splendor 62).

W kolejnej części naszego namysłu nad istotą chrześcijańskiej moralności trzeba nam pochylić się nad „ciemną stroną” rzeczywistości ludzkiej wolności, mianowicie nad grzechem.

Katechizm Kościoła Katolickiego w kolejnych numerach poświęconych liturgii podejmuje temat związany z powszechnością Kościoła i sprawowaniem w różnych miejscach na świecie tego samego misterium Chrystusa, ale w innych formach (1200–1206).